Agnieszka Bieńkowska

Ukończyła Policealne Studium Aktorskie (2001). Zadebiutowała w 2000 r. w Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie w roli Jerri w spektaklu „Niezidentyfikowane szczątki ludzkie i prawdziwa natura miłości” w reż. R. Matusza. Związana z Teatrem Zagłębia od 2001 r.

Obecnie w repertuarze:
Korzeniec” Z. Białas/T. Śpiewak
Ania z Zielonego Wzgórza” L.M. Montgomery
Koń, kobieta i kanarek” T. Śpiewak
Boeing, Boeing” M. Camoletti
Pyza na polskich dróżkach” H. Januszewska, A. Klucznik
Mesjasze (albo skoro nie zostało nam już nic do wierzenia, to czy wolno nam podważać coś, w co na nowo moglibyśmy uwierzyć?)” J. Czapliński, M. Kącki
Horror szał” P. Pilarski
Tartuffe” Molier
Między ustami a brzegiem pucharu” M. Wawrzyniak


Fot. Maciej Stobierski

Wideo

Wywiad

AGNIESZKA BIEŃKOWSKA „Jestem jak Ania z Zielonego Wzgórza”

 

Czy o aktorstwie marzyłaś od zawsze?

Zaczęło się od tego, że najgłośniej krzyczałam na porodówce i mama mówiła, że chyba zostanę piosenkarką. Całe moje dzieciństwo kręciło się wokół tańca i śpiewu. W przedszkolu zawsze wychodziłam przed szereg. Kiedy w telewizji transmitowali festiwale w Sopocie i Opolu, stałam na środku pokoju z tłuczkiem do mięsa i udawałam, że to mikrofon. Śpiewałam przed telewizorem razem z polskimi gwiazdami. W czasie wakacji na wsi organizowałam przedstawienia dla całej rodziny. Później zainteresowałam się tańcem, sportem, a kiedy byłam w liceum pierwszy raz poszłam do teatru. I całkowicie przepadłam! Wiedziałam już, że to jest to, co chcę w życiu robić.

Pamiętasz swoje pierwsze przedstawienie?

To była „Zemsta” Fredry, a ja grałam w niej Klarę. Spektakl odbył się w nowo otwartym teatrze w Ełku. W Teatrze Zagłębia debiutowałam w „Perłach Kabaretu Hemara”, potem był „Kram z piosenkami”. Szkołę aktorską skończyłam w Olsztynie, a kiedy przeniosłam się do Sosnowca, ukończyłam studia polonistyczne i logopedię na Uniwersytecie Śląskim.

Jaka jest Twoja najważniejsza rola?

„Ania z Zielonego Wzgórza” to moja energia. I Matka w „Korzeńcu” Remigiusza Brzyka. Ten spektakl był przełomem, a rola była mocno związana z historią mojej rodziny.

Co Ci sprawia trudność w tym zawodzie?

Teatr jest wymagający i samolubny. Nie mam przez to zbyt wiele czasu dla rodziny i znajomych.

A co daje Ci radość?

Spotkanie z drugim człowiekiem. Lubię też tę rotację ludzi i to, że co trzy miesiące współpracuję z innym reżyserem. Każdy z nich wnosi inną energię i nowe emocje. Lubię mieć zadania do wykonania i ciągle potrzebuję czegoś nowego.

Aktorstwo to…

Bezustanne pokonywanie swoich słabości.

Jak przygotowujesz się do roli?

Niektóre role idą za tobą i po twoich emocjach oraz warunkach, wtedy wnikasz w nie z łatwością. A czasami dostajesz postać o zupełnie innym charakterze i musisz pokonywać swoje granice. Kiedy się uda, to jest wielka frajda.

Jesteś częstym widzem teatralnym?

Jestem prawdziwą maniaczką! Kiedyś notorycznie jeździłam po Polsce za przedstawieniami, kiedy mnie coś prawdziwie zafascynowało. Region mam ogarnięty pod względem spektakli i jestem na bieżąco, bo mój prywatny czas spędzam w teatrze.

Jakie masz pasje pozateatralne?

Mam wiele pasji i wszystko robię naraz. Do tego muszę być w tym dobra, nie lubię półśrodków. Rozciągam dobę, potrafię to robić. Ale i tak ciągle mam za mało czasu a tu jeszcze rodzina czeka. Jestem taką właśnie Anią z Zielonego Wzgórza. Kocham aktywności, sport, przez całą szkołę podstawową uprawiałam lekkoatletykę i zajmowałam się tańcem towarzyskim. Uwielbiam tańczyć i śpiewać, działam wokalnie czasem jako frontmanka a czasem wspieram wokalistów jako chórek, kocham to robić, to kolejny rodzaj pozytywnej adrenaliny poza teatrem. Największą pasją jest jednak gotowanie, kocham gotować i jeść. Wczoraj zrobiłam roladę z pistacjami w sosie brokułowym
z pieczonymi ziemniakami i sałatą z rukoli z pieczoną gruszką. Znajomi radzą, żebym otworzyła restaurację i gdybym musiała odejść z teatru, to przysięgam, że to zrobię.

Masz swój ulubiony film?

Kocham kino i kiedy nie jestem w teatrze, to siedzę właśnie w kinie. Mogę iść na trzy filmy pod rząd. Interesuje mnie kino mocne, ambitne, takie spod znaku Tarantino czy Smarzowskiego. Zawsze staram się być na bieżąco z filmami oscarowymi, lubię też dzieła biograficzne, a nie cierpię komedii romantycznych.

Co zabrałabyś na bezludną wyspę?

Książki, wszystkie biografie, które leżą na stosie i czekają, aż zacznę wakacje. Moja bezludna wyspa to Mazury, Ełk i dom rodzinny, za którym tęsknię i do którego wracam z sentymentem. Tam się zawsze czuję jak u siebie. Może kiedyś wrócę?

Spektakle