Mirosława Żak

Mirosława Żak, absolwentka PWST im. L. Solskiego w Krakowie (2006). W latach 2010-2018 pracowała w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu, w latach 2018-2019 w Teatrze Miejskim w Gliwicach. Współpracowała  m.in. z Moniką Strzępką, Pawłem Świątkiem, Kubą Kowalskim, Marcinem Liberem, Eweliną Marciniak, Łukaszem Czujem, Wojtkiem Farugą, W Teatrze Zagłębia debiutowała rolą konferansjerki w spektaklu” Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza”, w styczniu 2020 roku.
NAGRODY:
– Nagroda jury głównego i Nagroda jury młodzieżowego za rolę Lucyfera w spektaklu Na Boga! na 13. Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu,
– Nagroda „za rolę żeńską” w spektaklu Wielcy Inni: Jezus, Gombrowicz, Osiecka na 5. Koszalińskich Konfrontacjach Młodych m-teatr – w Koszalinie,
– Nagroda aktorska za role w spektaklu Wielcy Inni. Jezus. Gombrowicz. Osiecka na 13. Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Teatrze Warszawy.

Obecnie w repertuarze:

Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza” H. Rome
„Republika Marzeń” W. Zrałek-Kossakowski
Komedia. Wujaszek Wania A. Czechow
Czas wypadł z ramJ. Kozłowski
NikajZ. Rokita

Wideo

Wywiad

MIROSŁAWA ŻAK „W teatrze najlepsze są próby”

 

Dlaczego aktorstwo? Było to marzenie z dzieciństwa?

Chyba już od dziecka marzyłam, żeby zostać aktorką. Odkąd pamiętam, zawsze tańczyłam, wygłupiałam się, byłam pajacem klasowym. Potem zaczęłam traktować to poważnie. Skończyłam Akademię Sztuk Teatralnych w Krakowie i dziś nie wyobrażam sobie innego zawodu. Wprawdzie ukończyłam też technikum chemiczne w Tarnowskich Górach, bo przez moment myślałam, że będę chemikiem tak jak mama i brat. Ale aktorstwo okazało się bezkonkurencyjne.

Pamiętasz swoje pierwsze przedstawienie?

W Radzionkowie przy bibliotece działało koło teatralne. Gdy miałam 8 lat trafiłam do tego koła i zagrałam czarownicę w „Królewnie Śnieżce”. Najbardziej cieszyłam się z książki „Ania z Zielonego Wzgórza”, którą dostałam w nagrodę po spektaklu. Dziś myślę, że właśnie dla tych nagród książkowych brałam udział w przedstawieniach kółka teatralnego.

Z późniejszych spektakli, zapadł mi w pamięć „Dybuk” Awiszaja Hadariego, w którym grałam opętaną Żydówkę. Sztuka była wystawiana o północy w Synagodze Izaaka na krakowskim Kazimierzu i to było wyjątkowe wydarzenie. Moja pierwsza po szkole, świadoma rola.

Czarne charaktery czy pozytywni bohaterowie – które role są Ci bliższe?

Każdy aktor ma różne etapy w swoim życiu. Sami przyciągamy role. W Wałbrzychu, gdzie pracowałam przez osiem sezonów, grałam delikatne bohaterki. Potem urodziłam dzieci i zaczęłam wcielać się w silne postacie, mocne charaktery. Zagrałam lucyfera, mężczyznę. Mówiono o mnie „Mirka-Robokop”. Teraz przyszedł czas na pajacowanie. Dostaję zabawne role, co mi bardzo odpowiada i czerpię z tego ogromną radość.

Co Ci sprawia największą trudność w tej pracy?

Ostatnio coraz mniej i to mnie niepokoi. Nie wiem, czy można to nazwać wypaleniem zawodowym, ale przyszedł moment, gdy ten zawód przestał sprawiać mi tyle radości i trudności, co kiedyś. Tak się nad tym wszystkim zastanawiałam i wtedy trafiłam na „Przodowników miłości” w Teatrze Zagłębia. Zagrałam tam postać wesołą, która rozśmiesza widzów. I znów poczułam, że jestem w roli na sto procent, całą sobą, a to jednak wiele kosztuje. Wróciły te dobre, dawne emocje.

Co w teatrze i w tym zawodzie sprawia Ci największą frajdę?

Spotkania z różnymi ludźmi. To, że czuję się ciągle młoda. Cały czas robię coś nowego, uczestniczę w procesie i to jest w tym wszystkim najlepsze.

Co czujesz, kiedy wychodzisz na scenę?

Ciekawość. Interesuje mnie to, co wydarzy się za chwilę i jaka widownia dziś przyszła do teatru. Ale zacznijmy od tego, że nie lubię grać przedstawień. Wolę próby, bo wtedy cały czas coś można zmienić. A przedstawienie jest gotowym produktem, który ma swoje jasno określone ramy. Nie lubię takiego podejścia do sztuki, w którym spektakl jest skończony i już. Cały czas próbuję więc wychodzić za te ustalone ramy, coś zmieniać, dawać od siebie coś nowego.

Jak przygotowujesz się do roli?

Dużo czytam, kombinuję, łączę ze sobą różne fakty. Gdy przygotowuję się do roli, moja głowa staje się takim monitorem z pootwieranymi stronami, które zupełnie nie są ze sobą związane. A potem przychodzi etap prób i ta moja siatka zaczyna łączyć się w całość.

Co lubisz robić, kiedy nie jesteś w teatrze?

Uwielbiam pracować w ogrodzie, bawić się z moimi dziećmi, pić kawę z mężem. Prowadzę zwykłe, normalne życie. Lubię czytać książki i oglądać seriale. A teraz najbardziej czekam na wiosnę, żeby zacząć kosić trawę i zrywać kwiatki do wazonu, bo wtedy jestem najszczęśliwsza na świecie.

Twój ulubiony film.

Ostatnim odkryciem są „Historie małżeńskie” Noaha Baumbacha.

Co zabrałabyś na bezludna wyspę?

Dzieci i męża.

Masz swoją własną bezludną wyspę?

Mamy dom w Przytkowicach pod Krakowem. Tam spędzamy wakacje, weekendy i to jest nasza zielona oaza, gdzie jest dużo drzew i ćwierkają ptaki. Potrzebuję takiej przystani, żeby się w niej zatrzymać i dać odpocząć głowie.

 

Spektakle