Przemysław Kania

Absolwent PWST we Wrocławiu (2007). Profesor nadzwyczajny na Wydziale Teatru Tańca i Wydziale Aktorskim Akademii Sztuk Teatralnych im. S. Wyspiańskiego w Krakowie oraz Filii we Wrocławiu. Absolwent PWST we Wrocławiu (2007). Prezes Stowarzyszenia Teatralno-Literackiego w Olkuszu. Prowadzący zajęcia teatralne w bibliotekach oraz szkołach podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Organizator i autor wielu projektów teatralnych, wykładów i warsztatów dla uczniów i nauczycieli z zakresu Wymowy scenicznej, a także autor książki „Wyraźnie… Dokładnie… Precyzyjnie… Recytacja i wystąpienia publiczne”. Debiutował w Teatrze Małym we Wrocławiu rolą Gustawa w spektaklu „Śluby panieńskie”w reż. E. Kalisza (2007).

Związany z Teatrem Zagłębia od 2007 r.

Obecnie w repertuarze:

Korzeniec” Z. Białas/T. Śpiewak
Ania z Zielonego Wzgórza” L.M. Montgomery
Pyza na polskich dróżkach” H. Januszewska, A. Klucznik
Koń, kobieta i kanarek” T. Śpiewak
Prezent urodzinowy” R. Hawdon
Pomoc domowa” M. Camoletti
Upiory” H. Ibsen
Tartuffe” Molier
Nowa Księga Dżungli” M. Kurkowski


Fot. Maciej Stobierski

Wideo

Wywiad

PRZEMYSŁAW KANIA „Teatr jest jak Kinder Niespodzianka”

 

Jak to się stało, że zostałeś aktorem?

Każde dziecko śpiewa, tańczy, jakoś się wygłupia. Brałem udział w każdym szkolnym przedstawieniu i w konkursach recytatorskich. W technikum zacząłem prowadzić szkolne akademie, organizować spektakle i jakoś tak samo się potoczyło. Złożyłem dokumentację do szkół teatralnych w Krakowie i we Wrocławiu. Dostałem się na wydział aktorski do Wrocławia. Skończyłem szkołę, potem pracowałem tam jako wolontariusz, asystent, aż wreszcie zacząłem pracę naukową.

Pamiętasz swoje pierwsze przedstawienie?

Pierwszy był Teatr Zagłębia. A spektakl? To zabawne, ale gdy zacząłem tu pracę, to trwały próby do „Świętoszka” Moliera. Zagrałem Walerego w zastępstwie. Teraz po 13 latach znowu gram tę postać
w sztuce „Tartuffe” wyreżyserowanej przez Rudolfa Zioło. A pierwszą moją premierą był „Kubuś Fatalista”, w którym miałem chyba z dziewięć ról i jedyne co pamiętam z tej sztuki, to to, jak biegałem ze sceny do garderoby i co chwilę się przebierałem.

Co czujesz, kiedy wychodzisz na scenę?

Tremę, bo nigdy do końca nie wiadomo, co się wydarzy w trakcie spektaklu. Pewne rzeczy mamy ustalone, ale nie da się przewidzieć wszystkiego. Dobrze jeśli mamy możliwość pobyć wcześniej
w kulisach i podejrzeć, jaka jest energia na scenie i czy dochodzi do wymiany tej energii z publicznością.

Co Ci sprawia największą frajdę w tej pracy?

Teatr jest jak Kinder Niespodzianka, tutaj ciągle coś się odkrywa na nowo i nie można się nudzić. Pracujemy na sobie, na swoich emocjach, więc ważne, żeby mieć wokół siebie sprawdzonych ludzi. I to właśnie oni, moi koledzy i moje koleżanki z pracy, sprawiają mi największą frajdę.

A co bywa dla Ciebie trudnością?

Zwątpienia w siebie. I nie jest tutaj ważne, ile lat pracujesz na scenie. Może przyjść reżyser, który będzie wymagać takich środków wyrazu, jakich wydaje się, że nie jestem w stanie osiągnąć. Jeżeli nie mogę przeskoczyć pewnej sytuacji scenicznej, to popadam w zwątpienie. Zaczynam się obwiniać, że nie jestem w stanie wykonać wyznaczonego zadania.

Jak przygotowujesz się do roli?

W kółko czytam swoje kwestie. Mieszkam w Olkuszu i gdy zdarzają się dłuższe przerwy w ciągu dnia, nie jadę do domu, tylko zostaję w teatrze i czytam scenariusz. To taka trochę praca detektywistyczna, w trakcie której musisz śledzić i szukać. Im więcej znajdziesz momentów, odniesień, aluzji i własnych środków, tym lepiej. Tekst musi być tysiąc razy przeczytany, aby zaistniał jako twój i zaczął nosić
w sobie jakąś twoją emocję. A potem wychodzimy na scenę i kombinujemy, co dalej z tym zrobić. Konfrontujemy własne wyobrażenia na temat tej roli z wizją reżysera.

Czarne charaktery czy pozytywni bohaterowie – które role są Ci bliższe?

Wolę złych bohaterów, ale zazwyczaj jestem obsadzany w rolach tych dobrych. Gdy zacząłem pracę
w teatrze, to ciągle dostawałem role książąt albo amantów. Teraz jestem starszy i zaczyna się to zmieniać. Powoli przestaję wcielać się w role młodzieńców a wreszcie zaczynam grać prawdziwych mężczyzn. Może więc rola czarnego charakteru dopiero przede mną?!

Masz czas na pasje pozateatralne?

Jedyna pasja poza teatrem to moje dwie córki, które całkowicie wypełniają skrawek wolnego czasu, jaki mam. Pasją jest też praca z młodzieżą w olkuskim stowarzyszeniu, które założyłem.

Gdybyś nie był aktorem to kim?

Pewnie księgowym. Chodziłem do technikum handlowego, gdzie miałem mnóstwo zajęć z ekonomii
i rachunkowości i – wcale się nie chwaląc – byłem w tym genialny.

Co zabrałbyś na bezludną wyspę?

Moje dzieci i ewentualnie żonę (śmiech).

Masz swój ulubiony film?

Lubię kino akcji, kino psychologiczne, mrożące krew w żyłach. Zapamiętuję głównie obrazy a nie tytuły (śmiech). A moim ulubionym filmem jest „Infiltracja” w reżyserii Martina Scorsese.

Spektakle