Utracona cześć Katarzyny W.

Paweł Sablik

Fot. Maciej Stobierski

„Utracona cześć Katarzyny W.” to baśń dla dorosłych, opowieść o doświadczeniu opresji, o budowaniu narracji na czyjś temat na podstawie plotki, domysłu, pomówienia. Przyglądamy się społecznym mechanizmom wykluczania i ostracyzmu społecznego, pokazując różne taktyki radzenia sobie z tym zjawiskiem. Czym żyje opinia publiczna? I jak długo? Czy w przedstawionych historiach coś mogło wydarzyć się inaczej? Czy może więcej możemy wynieść ze spojrzenia w przyszłość i podjąć refleksję nad możliwością utopii? Kobiece ciało, wygląd, zachowanie, temperament, rodzaj ekspresji są tu centralnym punktem odniesienia. Wokół niego jest tylko wstyd i próba odrzucenia go za pomocą emancypacji werbalnej i tożsamościowej. Najważniejsze w tym wszystkim jest pytanie o to, jak dalece można odwrócić pewien zastany, patriarchalny porządek. W „Utraconej czci…” wszystko od początku jest wyjątkowe, bo tak dobrze znane, ale włożone w coś obcego. To mroczna baśń o slut-shamingu, o ciele i jego utowarowieniu, o pragnieniu atencji, o wstydzie, o kontroli, o wolności słowa i medialnej opresji, w której możesz być królową lub kozłem ofiarnym.

– Karolina Szczypek

 

Powodem slut-shamingu może być właściwie jakiekolwiek zachowanie, które wykracza poza sztywne ramy tego, co powszechnie uznaje się za odpowiednie czy też przyzwoite, co dorastającej dziewczynce, dziewczynie, a następnie kobiecie wypada. Zdaniem badanych to, że doznają slut-shamingu lub że dotyka on ich koleżanek, wynika między innymi z otwartości tych dziewczyn, ich ekstrawertyczności, buntowniczej natury, mówienia tego, co mają na myśli, popularności, a nawet głośnego śmiechu, siadania w tylnej ławce czy też, że przyjaźnią się z chłopakami, a nie dziewczynami. Pojawia się też wątek ekonomiczny – dziewczyny, które najczęściej padają ofiarą slut-shamingu, pochodzą z rodzin gorzej sytuowanych niż reszta. Tym samym metka „puszczalskiej”, „łatwej” czy „szmaty” funkcjonuje w pewnym sensie jako kara na wszelkie okazje, świetnie dyscyplinująca, bo rzeczywiście niektóre dziewczyny po doznaniu slut-shamingu zaczynają być cichsze, „grzeczniejsze”, przestają się wyróżniać.

– Aleksandra Nowak w „Dziwki, zdziry, szmaty. Opowieści o slut-shamingu”

 

za chwilę zobaczą państwo sztukę teatralną

której akcja będzie miała miejsce w przyszłości

będzie to współczesna baśń o dwóch kobietach

które pomimo doświadczeń z przeszłości

które zdeterminowały ich dalsze losy

próbują ułożyć sobie swoją teraźniejszość

jednak już na samym początku swojego nowego startu

natrafiają na serię niefortunnych zdarzeń

nielogiczność nie powstrzymuje wcale narratora

a baśń którą państwo za chwilę zobaczą taka właśnie jest

pełna nielogiczności absurdu i buntu

– Paweł Sablik, „Utracona cześć Katarzyny W.”

 

Patriarchat nie ma płci.

– bell hooks

 

Spektakl realizowany w ramach Nowych Utopii  – ogólnopolskiego konkursu Teatru Zagłębia skierowanego do debiutujących reżyserek i reżyserów.

Spektakl bierze udział w 28. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. 

Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej ma na celu nagradzanie najciekawszych poszukiwań repertuarowych w polskim teatrze, wspomaganie rodzimej dramaturgii w jej scenicznych realizacjach oraz popularyzację polskiego dramatu współczesnego. Konkurs organizowany jest przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie.

W I etapie Konkursu spektakle ocenia Komisja Artystyczna w składzie: Paweł Kluszczyński,  Katarzyna Lemańska, Andrzej Lis, Jacek Sieradzki (przewodniczący), Katarzyna Tokarska – Stangret, Wiktoria Tabak, Agnieszka Wójtowicz.

 

Partnerzy

Obsada

Recenzje

gulda poleca: Utracona cześć Katarzyny W. – Przemek Gulda,  instagram.com/guldapoleca

Kryminalne celebrytki – Magdalena Mikrut-Majeranek, teatrologia.info

„Utracona cześć Katarzyny W.” czyli sosnowiecki spektakl o przyszłości – Tomasz Sknadaj, terazteatr.pl

Teksty kontekstowy

Jaki będzie teatr przyszłości?

Agata Kędzia: Nasz dedykowany debiutantom i debiutantkom konkurs „Nowe Utopie”, którego jesteście zwycięzcami, zachęca do fantazjowania na temat przyszłości. Powiedzcie, gdzie znaleźliście punkt wspólny pomiędzy tematem waszego spektaklu, a założeniami konkursu?

Karolina Szczypek: Bardzo lubię idiomy i hasła, są one dobrym punktem wyjścia do polemiki albo subtelnego zgadzania się z określonymi tezami. Dlatego podczas przygotowywania się do konkursu zastanawiałam się, czy utopia może wydarzać się dzisiaj? Jest zakorzeniona w przyszłości czy może, paradoksalnie, w teraźniejszości? A że interesują mnie relacje społeczne i mechanizmy opresjonowania jednostki, to miałam poczucie, że w kontekście aktualnych zmian polityczno-społecznych warto dotknąć tematu, którego zakres rozpina się pomiędzy kobiecymi historiami. Oczywiście można powiedzieć, że sytuacja Katarzyny W. w ogóle nie jest utopijna – ale dotknięcie utopii stanowi wymyślona przeze mnie i Pawła forma opowiadania. U jej podstaw stoi pytanie: jak, w sposób bezpieczny, możemy opowiedzieć ambiwalentną moralnie historię, wykorzystując konwencję baśni i storytellingu? Czy dzięki temu narracje, które uprawiamy na co dzień, mogą zyskać inny wymiar? Więc w przypadku naszego spektaklu utopijność dotyczy próby kształtowania innego dyskursu związanego tematycznie z patriarchatem, resocjalizacją, sytuacją „powrotu” do społeczeństwa.

Przystępując do pracy na pewno zdawaliście sobie sprawę z kontrowersji narosłych wokół postaci Katarzyny W. Nie mieliście obaw, że sięgając po ten temat, wywołacie burzę?

Paweł Sablik: Pewnie, że obawy były. Ale sprawą Katarzyny W. interesowaliśmy się już dużo wcześniej, zanim ogłoszono konkurs Nowe Utopie. Nasze zadanie polegało na znalezieniu klucza do opowiadania tej historii i Karolina odkryła go w historii Katarzyny Blum, bohaterce głośnej w latach siedemdziesiątych książki Heinricha Bölla, która między innymi problematyzuje medialną pogoń za sensacjami.

Na czym polega analogia, którą znaleźliście pomiędzy sytuacją tych dwóch kobiet?

Karolina: Odbieramy je trochę jak współczesne wersje Thelmy i Louise.

Paweł: Nasz spektakl to próba opowiedzenia o bohaterkach, które stały się ofiarami wpływu medialnych narracji. Na poziomie fabularnym mamy 2037 rok, obie Katarzyny wychodzą z zakładu karnego i podejmują próbę odnalezienia się w społeczeństwie na nowo. Pewnie łatwiej byłoby zero-jedynkowo potraktować Katarzynę W., ale chyba właśnie od tego jesteśmy jako twórcy, by poruszać historie, do których jednoznacznie ustosunkowanie się wcale nie jest proste.

Karolina: Tak jak powiedział Paweł, naczelną analogią pomiędzy sytuacją Katarzyny W. i Katarzyny Blum jest ich funkcjonowanie w obiegu medialnym, w chwili, gdy w sferze publicznej pojawia się prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa, a śledztwo jeszcze trwa. Jako odbiorcy tego typu treści medialnych, jesteśmy nakłaniani do przyjmowania określonych punktów widzenia. Książka Bölla jest oczywiście literacką kreacją, opowiadającą o konkretnych wydarzeniach medialnych w Niemczech w latach siedemdziesiątych, ale pytanie autora o wpływ mediów na jednostkę pozostaje aktualne – zwłaszcza dzisiaj, kiedy social media sprzyjają zamykaniu się w określonych bańkach światopoglądowych, które są szybkie i chętne do poddawania innych ocenie. W momencie, w którym powstaje kula śnieżna pod tytułem „mnóstwo ocen”, niezwykle łatwo sprowokować publiczny lincz. Drugim punktem stycznym pomiędzy sytuacją znaną z Sosnowca, a narracją autorstwa Bölla, jest istnienie w jej centrum mocno ambiwalentnej postaci kobiecej.

Paweł: Ciężar tematyczny spektaklu kładziemy gdzie indziej, poza sferę oskarżeń czy wybielania, do których nie rościmy sobie prawa – prowokujemy do zastanowienia się, jak wygląda świat, do którego powraca osoba po odbyciu kary więzienia i pytamy o przyszłość tego świata. W zdrowym społeczeństwie, które oczywiście nie istnieje, teoretycznie każdy powinien mieć szansę na otrzymanie czystej karty. Czy polskie społeczeństwo jest jakkolwiek przygotowane na taką ewentualność? Nasz spektakl pośrednio więc problematyzuje warunki społeczne, w jakich dochodzi do ponownego spotkania z osobami traktowanymi jako przestępcy czy przestępczynie.

Oprócz fantazjowania na temat losów bohaterek interesuje nas również kwestia teatru przyszłości oraz jego widza. Na kartach swojej powieści Böll w ciekawy sposób przetwarzał język, którym posługiwały się ówczesne niemieckie tabloidy. Poprzez stosowanie języka mockumentu, dokumentalnego, pseudoreporterskiego, autor zadaje pytanie: w jakim społeczeństwie możliwe jest prezentowanie innych w sposób tak niski, jaki charakteryzuje tabloidy? W cieniu głównego tematu spektaklu przeprowadzamy więc wątek weryfikowania fikcji teatralnej, apelując do widza, do siebie, o większą uważność wobec własnej wiary w to, co przedstawia się nam jako „prawdę”.

Na niuansowanie sposobów postrzegania kategorii „prawdy” i „nieprawdy” pozwala też uczynienie z „Utraconej czci Katarzyny W.” baśni dla dorosłych. Co macie na myśli, definiując w ten sposób Wasz spektakl? 

Karolina: Chcieliśmy znaleźć sposób na zdystansowanie się do opowiadanej historii. Pisząc tekst, Paweł bardzo precyzyjnie poruszał się w porządku bajki Władimira Proppa, odpowiedzialnego za skonstruowanie jej morfologii, czyli zestawu podpunktów, służących przeprowadzeniu bohatera/bohaterki przez pewną fikcyjną opowieść. Dzięki temu otrzymaliśmy narzędzia narracyjne odmienne od tych, które zwyczajowo są wykorzystywane do opowiadania historii non-fiction czy dokumentalnych. Na metapoziomie naszego spektaklu zadajemy bowiem pytanie o kwestię etyki, jakiej potrzebujemy we współczesnym świecie. Baśniowa konstrukcja przedstawienia pozwala nam przejść przez sytuację sceniczną z zamiarem zobaczenia, czy dla naszych postaci może mieć ona jakąkolwiek emancypacyjną moc. Mamy rok 2037 rok, świeży start – co nasze bohaterki wtedy przeżywają? W tej wyobrażonej przyszłości dajemy im siłę oraz dopuszczamy ich gniew i złość, czyli kobiece emocje, które w sferze publicznej są bardzo często unieważniane. Jako współautorka spektaklu jedyne, co mogę zrobić, to zaprosić widzów i widzki do zadania sobie kilku pytań, które –  mam nadzieję –  pojawią się, gdy wspólnie usiądziemy i wysłuchamy pewnej historii. Być może to mało, ale bez stawiania pytań nie ruszymy dalej.

Mówicie, że poprzez spektakl chcecie przede wszystkim generować pytania dotyczące strategii komunikacyjnych obecnych w sferze publicznej, medialnej, ale także w odniesieniu do teatru przyszłości. Zastanawiam się, jakiego teatru przyszłości życzylibyście sobie najbardziej?

Karolina: Chciałabym, żeby teatr był etycznym i empatycznym miejscem pracy. W kontekście faktu częstego używania tych słów w ostatnim czasie, wiem, że mogą one pachnieć pustosłowiem, ale tym bardziej konieczny wydaje mi się namysł nad ich znaczeniem. Przecież obecność widza na spektaklu to tylko ułamek długiego procesu realizacyjnego, w którym uczestniczy bardzo wiele osób o różnych motywacjach. Te osoby – realizatorzy i realizatorki, załoga administracyjna teatru – godząc się na wspólną pracę, zawierają pewną umowę społeczną. Myślę, że obecnie znajdujemy się w punkcie, w którym na nowo staramy się rozpatrzyć jej charakter. Powinniśmy wspólnie zastanawiać się, co dla nas znaczą określone słowa – nasze poglądy na pracę mogą się przecież różnić, dlatego ważne jest branie ich wszystkich pod uwagę.  Wiem na pewno, jakiego teatru przyszłości bym nie chciała – dalszego trwania sytuacji, w której teatr jest bardzo mocno uznaniowy, opierający się na trudnych do uchwycenia zasadach obecności w środowisku czy pracy w instytucjach.

Paweł: Karolina powiedziała bardzo dużo mądrych rzeczy, więc ja pozwolę sobie na większą frywolność – w mojej wizji miasta są opustoszałe, rośliny przejęły władzę, a teatry funkcjonują jako co-working space, gdzie mile widziany jest każdy. Do teatru zapraszają influenserzy, dyrektor zajmuje się głównie opłacaniem czynszu, a do budynku wchodzi, kto chce i robi swoje rzeczy z dużym luzem. Może właśnie taki powinien być teatr przyszłości? W środku są realizowane fantastyczne inicjatywy: czasem jakiś rave, czasem spektakl. Nie istnieje przymus bycia modnym, nikt się nie kwapi do tego, żeby w „Didaskaliach” mieć super recenzje, by móc łatwiej rozmawiać z dyrektorami. W mojej wizji tego wszystkiego nie ma, rośliny rządzą w miastach, a teatr jest egalitarnym miejscem, w którym można miło spędzić czas.